Tagi: ,

Polski Ład, jaki jest, każdy widzi. Percepcja na ów rzekomy ład nie jest spójna wśród Polek i Polaków. Jak to często u nas bywa – jedni chwalą, a drudzy narzekają. W praktyce też, gdyby spytać przechodniów, o co w tym wszystkim chodzi, zapewne mało kto ów Polski Ład w ogóle rozumie (abstrahując, że nieliczni przeczytali komplet ustaw go wprowadzających).

Zdaniem rządzących, większość na zmianach ma zyskać. Rzekomo dojść ma do zmniejszenia obciążeń, m.in. poprzez zwiększenie kwoty wolnej od podatku i podwyższenie II progu podatkowego. A, zapomniałbym, jeszcze jest przecież ta ulga dla klasy średniej (proponuję, by ujęty tam wzór stanowił jedno z zadań maturalnych na matematyce – nie wróżę jednak wówczas wielu piątek). Na taką modyfikację wypadałoby zacząć klaskać, gdyby nie to, że jest to przykład cynicznej propagandy. Osobiście nie mam żadnych wątpliwości, że w globalnym rozrachunku za wprowadzony Polski Ład, każdy Polak i Polka zapłaci więcej, jeśli nie Fiskusowi, czy ZUS-owi, to po prostu robiąc zwykłe zakupy, idąc do fryzjera, lekarza, kupując mieszkanie, budując dom, czy najmując kwaterę na wakacje.

Na reformę trzeba bowiem spojrzeć globalnie, a nie wyłącznie patrząc na poszczególne jednostkowe zmiany, które teoretycznie jawią się za korzystne dla podatnika. Wyjaśnić wypada, że choć ustawodawca jedną ręką pewne obniżki podatków podarował, o czym głośno krzyczy, to drugą, trzecią i piątą ręką wyjmuje nam z portfela więcej pieniędzy, siłą rzeczy przymuszając sprzedawców i usługodawców do nieuchronnych podwyżek cen. Jednocześnie rządzący stosują retorykę, że to nie rząd podwyższa ceny, tylko źli przedsiębiorcy, a wręcz tfu prywaciarze (żeby nie powiedzieć kułacy i spekulanci!). Causą podwyżek, które wdrażają lub już wdrożyli przedsiębiorcy, są zaś m.in. wyższe podatki wprowadzone za sprawą Polskiego Ładu.

Polski Ład – zmiany w składkach zdrowotnych

Przykładem zmian, które kosztować będą nas wszystkich, jest modyfikacja zasad uiszczania składek zdrowotnych. W efekcie stały się one podatkiem dochodowym od niektórych osób fizycznych, powodującym przy tym równoczesną całkowitą likwidację kwoty rzekomo wolnej od podatku. Przypomnieć należy, że do końca 2021 r. zapłacone składki zdrowotne, były odliczane od podatku dochodowego, czyli pomniejszały to, co płaciliśmy do skarbówki. W Polskim Ładzie – już tak nie jest – płacimy zatem zarówno do skarbówki, jak i do ZUS-u. Ponadto istotnie zmieniono zasady obliczania podstawy wymiaru składki zdrowotnej. Moim zdaniem konsekwencje tych modyfikacji nieuchronnie spowodują mniejsze lub większe podwyżki cen towarów i usług oraz likwidację wielu jednoosobowych przedsiębiorstw.

Podwyżki podatków uderzą w polskich przedsiębiorców

Z tych względów w dalszej części artykułu omawianą nowelizację zmian będę dla większej klarowności tytułował jako Antypolski Nieład, unikając oficjalnej, moim zdaniem nietrafionej nazwy, rozpowszechnianej przez partyjną propagandę. W wyniku bowiem reformy wprowadzającej pseudo obniżki, mamy nic innego, jak napisane na kolanie podwyżki podatków, godzących przede wszystkim w drobnych polskich przedsiębiorców, prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Reforma ta, tak jak i wiele innych autorstwa tego rządu, raz kolejny dzieli Polki i Polaków, tym razem na tych, którym rzekomo się nieco polepszy, i na tych, którzy to sfinansują. Rzeczywistość zaś pokaże, że cenę owych modyfikacji, tak jak zwykle, poniosą przede wszystkim ci najbiedniejsi.

Kontynuując zatem, wedle Antypolskiego Nieładu, w przypadku przedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą w formie jednoosobowej działalności, wysokość składki zdrowotnej czy raczej – podatku zdrowotnego, wynosi:

  1. w przypadku opodatkowania na zasadach ogólnych – 9 proc. podstawy wymiaru,
  2. w przypadku opodatkowania podatkiem liniowym – 4,9 proc. podstawy wymiaru, lecz nie mniej niż 9 proc. minimalnego wynagrodzenia obowiązującego w pierwszym dniu roku składkowego, o którym mowa w art. 81 ust. 2, w przypadku składki obliczanej od miesięcznej podstawy jej wymiaru lub iloczynu liczby miesięcy w roku składkowym, o którym mowa w art. 81 ust. 2, i minimalnego wynagrodzenia obowiązującego w pierwszym dniu tego roku składkowego, w przypadku składki obliczanej od rocznej podstawy jej wymiaru.

Po co i dlaczego takie rozróżnienie?

(…) A bo tak. To znaczy, wyjaśnienie jest takie, że przedsiębiorcy rozliczający się wedle podatku liniowego, nie przysługuje żadna kwota wolna od podatku. Ustawodawca, dostrzegając niesprawiedliwość takiego rozwiązania (a raczej obawiając się dwucyfrowych podwyżek cen), postanowił zatem w swej mądrości, że zamiast przyznać podatnikom podatku liniowego kwotę wolną od podatku (co w jakiejś wersji wszechświata zapewne uznano by za prostsze rozwiązanie), postanowił w naszej wersji wszechświata skomplikować wszystkim życie i zamiast uprościć reguły podatkowe – nieco bardziej je skomplikować, w myśl zasady, że im trudniej, tym łatwiej o błąd podatnika, przez co częściej będzie można go ukarać.

Do końca 2021 r. podstawą wymiaru składki zdrowotnej była zadeklarowana kwota, nie niższa jednak niż 75 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w czwartym kwartale roku poprzedniego, włącznie z wypłatami z zysku, ogłaszanego przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego (…). W praktyce przedsiębiorcy deklarowali zazwyczaj najniższą podstawę wymiaru składki, co czyniło jej koszt znośnym i przewidywalnym. Stosunkowo niewielka jej wysokość umożliwiała jednoosobowemu przedsiębiorcy konkurowanie z dużymi podmiotami, prowadzącymi działalność w formie spółek kapitałowych, zwłaszcza że kwota uiszczanej składki była odliczana od podatku dochodowego.

Od 1 stycznia 2022 r. roczną podstawę wymiaru składki na ubezpieczenie zdrowotne osób prowadzących działalność pozarolniczą, o których mowa w art. 8 ust. 6 pkt 1, 3, 4 i 5 ustawy z dnia 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych oraz w art. 18 ust. 1 ustawy z dnia 6 marca 2018 r. – Prawo przedsiębiorców, opłacających podatek dochodowy na zasadach określonych w art. 27, art. 30c lub art. 30ca ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych, stanowi dochód z działalności gospodarczej ustalony za rok kalendarzowy jako różnica między osiągniętymi przychodami, w rozumieniu ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych, a poniesionymi kosztami uzyskania tych przychodów, w rozumieniu ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych, pomniejszony o kwotę opłaconych w tym roku składek na ubezpieczenia emerytalne, rentowe, chorobowe i wypadkowe, jeżeli nie zostały zaliczone do kosztów uzyskania przychodów. Podstawa wymiaru składki w nowej wysokości obowiązuje od 1 lutego danego roku do 31 stycznia roku następnego, zwanego dalej „rokiem składkowym”.

Sama już lektura w/w passusu potwierdza, że po nowemu jest nieco bardziej skomplikowanie – choć całe to przydługie zdanie sprowadza się do jednego – składka zdrowotna, tak jak podatek dochodowy w nowym Antypolskim Nieładzie obliczana ma być od dochodu. W rzeczywistości zatem jest ona niczym innym jak pierwszą stawką podatkową podwyższającą kolejne oficjalne stawki.

Przejdźmy do sedna

Jeżeli pójdziemy do dużego supermarketu prowadzonego w formie spółki z o.o. lub spółki akcyjnej  i kupimy chleb (ponoć wkrótce za 20 zł) i masło (załóżmy, że za 10 zł) to zostawimy w kasie łącznie 30 zł. Zakładając hipotetyczną marżę supermarketu (po odjęciu wszystkich kosztów) na poziomie 10 proc., sprzedawca osiągnie dochód 3 zł, z czego odprowadzić musi tylko podatek CIT: 9 proc. – w przypadku tzw. małych podatników, których przychód nie przekracza 2.000.000 EUR, 10 proc. – w przypadku tzw. ryczałtowego podatku dochodowego CIT (estoński CIT), o ile sprzedający wypłaci zysk, lub 19 proc. – w przypadku podatników, których przychód przekracza 2.000.000 EUR. Jeżeli wspólnicy spółki postanowią, że wypracowany przez nią zysk ma trafić do ich prywatnej kiesy w formie dywidendy, będzie on dodatkowo podlegał podatkowi od dywidendy (19 proc.). Wspomnieć jednak wypada, że wiele takich spółek stosując szereg metod optymalizacji podatkowych, w praktyce unika płacenia w Polsce podatków lub nie podejmuje decyzji o wypłacie zysku, inwestując go w rozwój i rozbudowę.

Jeżeli natomiast identyczny chleb i masło kupimy w małym osiedlowym sklepie, prowadzonym w formie jednoosobowej działalności, w kieszeni sprzedawcy, z założenia osiągającego mniejsze marże i obroty niż duży supermarket, po uiszczeniu PIT (18 proc. – do dochodów do 120 tys. zł, 32 proc. do dochodów powyżej 120 tys. zł, lub 19 proc. na podatku liniowym) i składki zdrowotnej (9 proc. w przypadku podatników na skali podatkowej i 4,9 proc. dla podatników rozliczających się podatkiem liniowym) – po Antypolskim Nieładzie siłą rzeczy ostanie się mniej niż dotychczas. Co zatem zrobi ów sprzedawca, by wciąż osiągać dochód potrzebny mu do utrzymania swojej rodziny na dotychczasowej stopie życia (abstrahując, że za coś musi opłacić podwyżkę gazu i prądu)? Czy podwyższy ceny produktów, czy też dzielnie zaciśnie pas i ich nie wprowadzi?

Jeżeli zatem Polko i Polaku zastanawiasz się, dlaczego masło i chleb są droższe w małym sklepie niż w supermarkecie, i szokuje Cię, że ceny te mimo gorących próśb Pana Premiera Morawieckiego, zamiast spaść o 5 zł poszły w górę, względnie, dlaczego przedsiębiorca postanowił zamknąć swą działalność – to wiedz, że prawdopodobnie jest to zasługa Antypolskiego Nieładu.

Warto w tym miejscu podkreślić, że zastosowany przez rządzących manewr z obniżką podatku VAT na niektóre towary nie przyniesie sprzedającym żadnej ulgi, albowiem jest to podatek dla nich całkowicie neutralny. VAT jest bowiem w całości przerzucany na finalnego nabywcę towaru. Z tego względu, w związku z podwyżką podatków dla jednoosobowych przedsiębiorców o 9 proc. (lub 4,5 proc. w przypadku liniowców) – by mogli oni zarobić co najmniej tyle ile przed podwyżką podatku – siłą rzeczy muszą o tyle samo podwyższyć swe ceny. Takiego manewru nie muszą jednak robić przedsiębiorcy prowadzący działalność w formie wieloosobowych spółek z o.o. lub spółek akcyjnych.

Jak zatem zoptymalizować Antypolski Nieład i uniknąć jego dotkliwych skutków?

Po pierwsze, można rozważyć emigrację do krajów, w których system podatkowy nie karze osób przedsiębiorczych. Obawiam się, że dla wielu osób Antypolski Nieład stanowić będzie kroplę, która przeleje czarę goryczy i nakłoni ich do decyzji o wyjeździe z Polski lub utrzyma ich w przekonaniu, że do Ojczyzny nie warto wracać.

Ci najodważniejsi, którzy zdecydują się w Polsce zostać, mogą rozważyć zmianę formy działalności gospodarczej. Prowadzenie jej bowiem w formie jednoosobowej działalności powoli przestaje być atrakcyjne, zwłaszcza w kontekście nieograniczonej odpowiedzialności przedsiębiorcy za ewentualne długi.

Wybór w tej kwestii nie jest jednak oczywisty. Jest on uwarunkowany różnymi składowymi takimi jak rodzaj i poziom ryzyka działalności operacyjnej, źródło pochodzenia kapitału zakładowego lub koncept na jego zebranie.

Od strony podatkowej, okazuje się, że póki co, najkorzystniejszą formą prowadzenia działalności wydaje się… spółka komandytowo-akcyjna. Zyski osiągane w niej przez tzw. komplementariusza będącego osobą fizyczną, póki co nie podlegają bowiem oskładkowaniu (taki wspólnik nie jest bowiem traktowany jak przedsiębiorca w rozumieniu ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, w przeciwieństwie do wspólników jednoosobowej spółki z o.o., spółki jawnej, komandytowej lub partnerskiej). Dlaczego nie podlega oskładkowaniu? A bo tak. Ustawodawca chyba zapomniał.

Ustawodawca w swej mądrości postanowił natomiast oskładkować akcjonariusza prostej spółki akcyjnej wnoszącego wkład do spółki w postaci świadczenia pracy lub usług (za co można mu przyznać wynagrodzenie). Analogiczny mechanizm można zastosować np. w spółce z o.o. – nakładając na pewne udziały obowiązek czynienia powtarzających się świadczeń w zamian za wynagrodzenie, ale wówczas taki wspólnik… nie będzie oskładkowany. Dlaczego tak? A bo tak. Ustawodawca chyba zapomniał.

Antypolski Nieład zawiera jednak i kilka korzystnych koncepcji, których wykonanie pozostawia jednak wiele do życzenia. W szczególności mowa tu o tzw. podatku od ukrytej dywidendy czy minimalnym podatku CIT dla spółek niewykazujących zysków z przyczyn szeroko pojętej optymalizacji podatkowej. Zaproponowane  przez ustawodawcę rozwiązania stosownie oceni praktyka, zapewne znajdując przy tym sposób na ich obejście.

Jak z powyższego widać, Antypolski Nieład jest pełen dziur i nielogicznych niespójności. W istocie jest marketingowym zagraniem, które pod płaszczem rzekomych, a przy tym skomplikowanych w swej treści obniżek, spowoduje wzrost szeroko pojętych obciążeń podatkowych. Jaką faktyczną cenę przyjdzie nam jednak zapłacić, pokaże czas. A nuż kolejną pseudoreformą zaproponowaną przez rządzących będą regulowane ceny (vide wywiad z pewnym politykiem)? Ale tego ani sobie, ani Państwu – nie życzę.

Autor: radca prawny Michał Podolec